Dominik Kocuj - strona domowa
Dominik Kocuj - strona domowa
http://dominik.kocuj.pl

Dominik Kocuj - strona domowa
  • 27 Lipiec 2017

Dominik Kocuj - strona domowa

Dominik Kocuj - strona domowa - wczoraj,odbył,się,internetowy,protest,przeciwko,projektowi,kontrowersyjnej,amerykańskiej,ustawy
  • Subskrypcja

Światowa cenzura internetu nadchodzi

19 stycznia 2012
Dominik Kocuj  | 19 stycznia 2012
 
Światowa cenzura internetu nadchodzi

© iStockPhoto.com/diego cervo

Wczoraj odbył się internetowy protest przeciwko projektowi kontrowersyjnej amerykańskiej ustawy SOPA (Stop Online Piracy Act), która pozwalać ma na wyłączanie wybranych stron w internecie. Ze względu na to, że w USA jest większość infrastruktury internetu, może to dotyczyć też stron z innych krajów. Tymczasem w Unii Europejskiej pojawiła się po cichu podobna ustawa – ACTA (Anti-Counterfeiting Trade Agreement). Czym są obie ustawy?

Piractwo komputerowe jest faktycznie internetową plagą. Wiele osób uważa, że może używać, a nawet udostępniać filmy, muzykę czy oprogramowanie, do których nie ma żadnych praw. I z pewnością z tym faktem trzeba sobie jakoś poradzić. Powinniśmy sobie zdawać sprawę, że nie musimy oglądać najnowszego filmu czy zagrać w reklamowaną grę komputerową, gdy nas na to nie stać. A każda inna forma użycia tych produktów bez ich zakupu jest zwykłym złodziejstwem.

Jednak w ostatnim czasie daje się zauważyć pewna przesada w drugą stronę. Producenci i właściciele praw autorskich naciskają na polityków, aby ograniczali prawa obywatelskie dotyczące internetu w celu likwidacji piractwa. Wobec takich zakusów producentów wszyscy stajemy się podejrzani i zasada domniemania niewinności, obowiązująca w prawie europejskim czy amerykańskim, staje się wtedy nic nie znaczącą klauzulą.

Amerykańska SOPA ma teoretycznie służyć właściwym celom, ponieważ piractwo nie może być tolerowane i powinno być usuwane. Jednak metody, do których uciekają się politycy, są mocno kontrowersyjne. Ustawa ma umożliwiać usunięcie wpisu strony z DNS, co spowoduje, iż mimo że strona nadal będzie w internecie, nie będzie dostępna pod swoją nazwą, a jedyną możliwością dostania się do niej będzie znajomość adresu IP. Np. gdyby moja strona została wyłączona, to adres dominik.kocuj.pl przestałby być widoczny, ale na stronę można by wejść jedynie po wpisaniu 79.96.33.170. W praktyce jednak jest to taki sam efekt jakby strony w ogóle już nie było – szczególnie, że wpisywanie adresu IP nie zawsze przekierowuje na tą stronę, na którą chcemy wejść (gdy pod jednym adresem IP jest parę stron).

Właściciele praw autorskich wywalczyli sobie tą możliwość wyłączania stron internetowych, aby usuwać te serwisy, które udostępniają nielegalnie pliki, np. filmy czy programy komputerowe. Pojawiają się jednak różne wątpliwości. Po pierwsze, nie wiadomo co zrobić z faktem, że wiele serwisów po prostu udostępnia miejsce na pliki użytkowników i wgrywanie pirackich plików, nie jest w żaden sposób popierane przez dany serwis. Wygląda na to, że taka strona też jest zagrożona wyłączeniem. A przecież większość z tych serwisów ma w regulaminie zapis, że nie odpowiada za treści umieszczane przez innych. Normalnie taka sprawa trafiała dotychczas do sądu i dopiero on rozstrzygał kto zawinił. SOPA wprowadza domniemanie winy, a nie niewinności, gdyż za samo podejrzenie strona może zostać wyłączona.

Po drugie, właśnie kwestia braku wyroku sądowego jest tu też kontrowersyjna. Wystarczy, że ktoś zgłosi informację o piractwie strony i od tego będzie zależało czy dana strona zniknie z internetu. Bez wyroku, bez rozprawy sądowej – wystarczy decyzja pewnej grupy osób.

Po trzecie, ile pokus niesie taki oręż w rękach urzędników. Znane są choćby z polskiego podwórka przypadki, gdy minister był niezadowolony z tego, że internauci nie piszą o nim dobrze na forum internetowym i kazał za to odpowiadać finansowo właścicielom tego forum – a nawet doprowadził do jego wyłączenia. Wyobraźmy sobie co by się działo gdyby ów minister mógł po prostu wyłączyć całą tą stronę internetową. A z pewnością znajdą się tacy ludzie, którzy będą chcieli to zrobić, gdy będą mieli takie możliwości.

Przeciwnicy SOPA stosują różne formy protestu. Zaledwie wczoraj byliśmy świadkami wyłączenia niektórych serwisów internetowych na jeden dzień, takich jak anglojęzyczna Wikipedia czy strony projektu WordPress. Zamiast zawartości strony, wyświetlana była informacja o projekcie ustawy i o możliwościach protestu.

Mimo, że ustawa SOPA jest amerykańska, ze względu na to, iż większość serwerów DNS jest w USA, istnieje możliwość wyłączania również stron innych krajów, np. Polski. Jednak obecnie jest to dość mało prawdopodobne i większym zagrożeniem dla nas są europejskie i polskie kierunki ustawodawstwa.

Pod koniec zeszłego roku Unia Europejska ujawniła informacje o ustawie ACTA (Anti-Counterfeiting Trade Agreement), dotyczącej własności intelektualnej, na 43 stronie komunikatu prasowego na temat… rolnictwa i rybołówstwa. Do tej pory ustawa ACTA podlegała tajnym negocjacjom pomiędzy krajami – nikt nie wiedział co się w niej dokładnie będzie znajdowało. Zadziwiać może ta tajność uchwalania ustawy. Nie tylko zabrakło transparentności należnej obywatelom Europy, ale wręcz uniemożliwiono jakiekolwiek rozgłaszanie powstawania tego projektu. Znane są nawet przypadki wypraszania z miejsc dokonywania tych ustaleń ludzi, którzy opisywali to na bieżąco w internecie. Tak więc bardzo dbano o jak najmniejszą ilość informacji dotyczących tej ustawy. Powstaje pytanie: co jej twórcy chcieli w ten sposób ukryć? Teraz, gdy wiemy więcej na temat ACTA, można się domyślać.

Wspomniana ustawa europejska ma narzucić dostawcom internetu przechwytywanie wysyłanych treści i blokowanie zabronionych. Tak więc jest ona podobna do amerykańskiej ustawy SOPA. Jednak dochodzi tutaj nowy element – przechwytywanie wysyłanych treści to nic innego jak podsłuchiwanie internautów – i to zgodnie z prawem. Nic dziwnego, że ustawę krytykuje nawet Europejski Inspektor Ochrony Danych (EDPS). Można więc wywnioskować, że mamy do czynienia z kolejnym ograniczeniem swobód obywatelskich. Podobnie jak w przypadku SOPA, takie możliwości można wykorzystać do walki politycznej lub ideowej. Oficjalnie ma to służyć pozbywaniu się piractwa internetowego, ale znów mamy do czynienia z rezygnacji z zasady domniemania niewinności.

Fundacja Panoptykon interesująca się m.in. współczesnymi formami kontroli nad społeczeństwem znajdującymi się w różnych ustawach, napisała:


Treść ACTA, na którą wyraźny wpływ miało międzynarodowe lobby przemysłu rozrywkowego, budzi kontrowersje z punktu widzenia ochrony praw obywatelskich. Zdaniem Fundacji Panoptykon, przyjęcie porozumienia, do czego najwyraźniej dążą instytucje europejskie, może prowadzić do blokowania legalnych i wartościowych treści dostępnych w Internecie, a tym samym spowodować istotne zagrożenia dla wolności słowa.

ACTA dopuszcza monitorowanie i rejestrowanie działań podejmowanych w sieci przez miliony użytkowników, mimo braku uzasadnionych podejrzeń co do niezgodności ich zachowań z prawem. Przykładem takiej metody może być szczegółowy monitoring danych przesyłanych między użytkownikami przy użyciu technologii głębokiej analizy pakietów (ang. Deep Packet Inspection). Dla użytkowników Internetu oznacza to rażące naruszenie ich prywatności, a dla dostawców postawienie ich w roli „policji internetowej”.

ACTA obliguje dostawców Internetu do ujawniania danych osobowych osób podejrzanych o naruszanie prawa własności intelektualnej domniemanym posiadaczom praw autorskich (por. art. 11 ACTA). Dane te podlegają ujawnieniu na podstawie niejasnych standardów, przez organy, które trudno uznać za niezależne i bezstronne. Już dziś prawnicy i właściciele praw autorskich korzystają z tej możliwości, strasząc nierzadko niewinnych internautów kosztownymi procesami sądowymi i proponując zawarcie ugody w zamian za rezygnację z roszczeń.


Również w Polsce była próba wprowadzenia kontroli nad internetem. Jednak pod wpływem internautów obecny premier – Donald Tusk – zrezygnował z tego projektu legislacyjnego. Mimo tego premier popiera ustawę ACTA, co powoduje, że Polska stała się również krajem, który chce kontrolować to, co obywatele robią w internecie.

Czy protesty cokolwiek dadzą? Trudno jednoznacznie na to pytanie odpowiedzieć. Naciski właścicieli praw autorskich na polityków są ogromne i pewne jest, że łatwo się nie poddadzą w kontrolowaniu ludzi. Pozostaje jednak mieć nadzieję, że politycy choć trochę zastosują się do zasad demokracji – z czym często mają problem – i wysłuchają głosu obywateli, którzy, bądź co bądź, finansują ich utrzymanie.

Źródła: niebezpiecznik.pl, pl.wikipedia.org, polskatimes.pl, wolnemedia.net

Podobne:  Strona fanowska na Facebooku dla wtyczki Kocuj Sitemap

1 komentarz

  • Konrad napisał(a):

    Skoro dostawcy internetu zostaną przymuszeni prawem do kontrolowania tego co wysyłamy lub dostajemy za jego pośrednictwem, nie będą mieli wyjścia i ich pracownicy będą czytać i oglądać wszystko to co wysyłamy lub dostajemy za jego pośrednictwem. Będzie to działanie konieczne, by oddzielić materiały zabronione od legalnych, gdyż żadne programy nie są w stanie tego zrobić. Spowoduje to, że nie wyślemy już np. wspólnikowi poufnego pomysłu na super biznes, piosenkę, czy też dziewczynie swoich prywatnych zdjęć, bo będziemy mieli świadomość, że ktoś pomiędzy nami będzie się z nimi zapoznawał. O otrzymaniu owych fotek od dziewczyny też możecie już zapomnieć – żadna się na to nie zdecyduje 😉 Cytat „rozmowa kontrolowana” ze znanej wszystkim komedii, po podpisaniu przez nasz rząd umowy ACTA, stanie się rzeczywistością…

    ACTA to w praktyce także śmierć dla wszystkich serwisów internetowych, w których da się cokolwiek samemu zamieścić, a z których tak chętnie korzystamy. Dlaczego?
    Wyobraźmy sobie, że jesteśmy właścicielem takiego serwisu. Gdy ACTA wejdzie w życie, wystarczy, że nasza konkurencja lub zwykły niezadowolony użytkownik stworzy sobie na naszym serwisie nowy profil i zamieści tam np. zdjęcia ubrań sportowych z widocznymi logami znanych firm czy kilka tekstów z różnych książek, do których publikacji nie ma praw. Potem złoży anonimowy donos, że na owej stronie (profilu) łamane są prawa autorskie. Wasza strona, mimo iż nie miała wpływu ani nawet wiedzy o tym, co ktoś zamieścił, zostanie wtedy zamknięta… a o jakimkolwiek późniejszym odszkodowaniu możecie (zgodnie z ACTA) zapomnieć…

    Oczywiście w ramach riposty, wielu z Was odpowie tą samą bronią nieuczciwej konkurencji… co w efekcie doprowadzi do ogromnego paraliżu internetu.

    Właśnie o to, moim zdaniem, chodzi twórcom (czyli lobby amerykańskich producentów) międzynarodowej umowy ACTA, czyli o totalne sparaliżowanie swojego największego konkurenta, jakim stał się internet.

1 komentarz


Ta strona używa "ciasteczek" ("cookies"), które są zapisywane na Twoim urządzeniu końcowym. Więcej informacji